wtorek, 12 sierpnia 2014

Pobudka.

Hej, witajcie chyba nie dokończę opowiadania, nie mam sił i chęci.
Wszystko się rozwala, tylko niektórzy przyjaciele pomagają w dołku.
Dzisia wstaje, a tu znowu awantura, że wyrzuciłam aparat na zęby, że syf mam ( dzień przed sprzątałam ).
No dobra to nie koniec, mama weszła i porozwalała mi wszystko, zrzucając rzeczy nie odczuwałam specjalnie smutku, złości czy czegoś innego, byłam spokojna patrzyłam się co robi, gd nagle z mgły myśli wyciągnęły mnie jej słowa:
- Zjedz śniadanie później tu posprzątasz.
Zeszłam na dół, nie jadłam śniadania, wpatrywałam się w brata a on jadł i nie spojrzał się na mnie ani na chwile.
Ja wciąż patrzyłam, widziałam, że uśmecha się szelmowsko, nie wiedziałam  co mu chodzi.
Patrzyłam się tak na niego aż wkońcu podniósł wzrok i patrzył się na mnie przez dłuższą chwilę, po czym szybko spuścił wzrok, jakby zrobił coś zakazanego.
Byłam przygnębiona, wiedziałam, że on słyszał awanture, po czym próbował mnie rozśmieszyć, a ja ze łzami w oczach byłam nie poruszona.
Dlaczego nikt mi nie wierzy ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz